Monday, May 18, 2009

Green Tunic

I'm moving to a new house in 2 weeks. It's bigger, cheaper and has a real fireplace AND a garden. So finally I will have a nice green spot to shoot pictures of my handknits. But first ... the packing ;o/ I'm dreading this moment when we'll have to put everything in millions of boxes and bags and use our little car to transport everything to our new home. Hate packing. But then, once it's done, comes the part I like. Unpacking. Decorating and turning a house into home.

In the meantime I'm still working on my thesis. This is going sloowww... I feel burned out and really need to force myself to work on it. But it needs to be done and will be done (sooner or later).

And there's also job hunting ;o/ which is not going too well. I've sent hundreds of CV and application forms to pretty much every single company that was looking for biochemists, microbiologists, biotechnologists. The credit crunch is killing me. The companies are either letting people go or simply hibernating, waiting for a change of climate. And what am I supposed to do? I can not even get the social welfare (after 5 years at the university) due to a stupid contracts we had to sign. Arrgh!

Za dwa tygodnie (ostatni weekend czerwca) przeprowadzamy się do nowego domu. Jest większy od obecnego, tańszy, ma prawdziwy komine i ogród. Wreszcie będę miala kawalek zieleni w której będę mogla fotografować swoje druciarskie projekty. ale zanim to nastąpi czeka mnie ... pakowanie ;o/ Najchętniej odwlekalabym tą część w nieskończoność. Trzeba będzie wrzucić wszystko co nagromadzilo się w obecnym mieszkaniu do miliona pudelek i worków i przewieźć wszystko naszym malym autkiem na nowy adres. Nie cierpię się pakować. Ale później, jak już wszystko zostanie przetransportowane, przychodzi moment który lubię. Rozpakowywanie. Urządzanie, ozdabianie. Zamienianie pustych ścian w prawdziwy dom.

W międzyczasie jednak mam jeszcze masę roboty z moją rozprawką doktorską. Idzie jak krew z nosa. Czuję się wypompowana, jak balonik, z którego ulecialo powietrze. Muszę się doslownie zmuszać, żeby nanieść kolejne poprawki. No ale, trzeba wreszcie skończyć i tak się stanie (pręczej, czy później).

Jest jeszcze szukanie pracy, które również nie zbyt dobrze mi idzie. Wyslalam setki CVków do firm szukających biochemików, mikrobiologów czy biotechnologów, a odzew żaden. Ten kryzys gospodarczy mnie wykonczy. Firmy albo zwalniają pracowników (i to hurtowo), albo chcą przewegetować przez ten niestabilny okres i poczekać na zmianę klimatu. A co ja mam w tym czasie robić? Nawet glupi socjal mi nie przysluguje, po 5 latach pracy na uniwerku, bo musialam podpisac kretyński kontrakt. Arrgh!



But back to knitting. This is a tunic I finished a week or so ago but only yesterday I managed to take some photos of it. For the proper modeled photos you'll have to wait for few more weeks (assuming good weather).

The pattern was included in Interweave Knits, Spring 2009 issue, and originally comes from the "French Girl Knits" book. I modified the pattern slightly and knitted a tunic. Main changes included increases for hips and more repeats of all parts of the pattern. It looks plain but I like it.

Yarn, purchased at www.zamotane.pl (Polish online yarn shop) is a mixture of cotton and viscose (shiny thread in the yarn). It's nice to work with, even though it tends to ply during knittng. It blocks nicely, feels smooth and I like the greenish colour.

Ale do rzeczy. Jakiś tydzień temu skonczylam tunikę z Sonaty. Dopiero wczoraj schowalam ostatnie nitki i zrobilam jakieś fotki. Na foty "na ludziu" będziecie musieli poczekać jeszcze jakiś czas ( mam nadzieję że pogoda pozwoli na sesję w plenerze).

Wzór byl pierwotnie opublikowany w książce "French gril knits" ale zostal doczepiony do wiosennego wydania Interweave Knits. W oryginale jest krótką bluzeczką, ja zrobilam z niej tunikę. Zmiany we wzorze dotyczyly glównie dodania kilku oczek na kliny w biodrach i przedlużenie calości. Podoba mi się prostota tego wdzianka.


Wlóczka, zakupiona u zamotanych, znana jest wszystkim polskim czytelniczkom. Nie napiszę nic nowego. Dobrze się nadaje na ażury i letnie wdzianka, ale drażnilo mnie to że się rozdwajala w czasie roboty. Szczególnie wiskozowa nitka lubila mi się rozdzielać i plątać gdzie nie trzeba. W czasie blokowania za to wszystko poszlo jak po maśle i calość ladnie dala się uformować.






Pattern: Delphine: Lacy Cap-Sleeve Top (Rav link) by Kristeen Griffin-Grimes
Yarn: Sonata in green, just over 2 skeins
Needles: 3.5mm

8 comments:

  1. Sonata lubi się rozciągać po blokowaniu, szczególnie w ażurowych wzorach, moje dwie szydełkowe tuniki zamieniły się w prawie sukienki... ^^ Ale i tak jest to jedna z moich ulubionych włoczek na lato, mimo rozłażenia się w trakcie roboty.
    Pakowanie się to rzeczywiście nic przyjemnego, ja jestem na takim głupim etapie, kiedy większość rzeczy mam już na nowym mieszkaniu, ale zostało mnóstwo drobiazgu i nie wiadomo, jak to popakować, nie mam na razie pudeł, będą, jak rozpakuję część rzeczy, ale nie mogę tego jeszcze robić, bo remont się nie zakończył, ech... Jeszcze tylko kilka dni, tylko kilka dni... ~^^~

    ReplyDelete
  2. Nie zazdroszczę pakowania , my przyjechaliśmy z kilkoma walizami z Polski , a teraz po dwóch przeprowadzkach( na szczęście , bo w najbliższych kilku latach nam to nie grozi:))musielibyśmy chyba wielki samochód wynająć do przewożenia tego wszystkiego co się uzbierało przez 3 lata:))
    A urządzanie jest najprzyjemniejsze.

    Tunika jest świetna , kolor i wzorek urocze.
    A nad Twoimi szalami i chustami to ciągle wzdycham...
    Pogoda u mnie normalna , tak jak u Ciebie wczoraj , słońce , deszcz i wiatr.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
  3. sonate mozna kochac i nienawidziec..jedni ja uwielbiaja inni nie cierpia z niej robic a prezentuje sie swietnie..w twojej tuniczce rewelacyjnie wyglada...super wzor..pozdrawiam ania

    ReplyDelete
  4. Ja do Irlandii z 2 walizkami przyjechalam. Moj niemąż z torbą podróżną. To już nasza 4 przeprowadzka i aż się boję. Ostatnio samochodem 6 kursów robiliśmy. Się tego nazbieralo przez 3 lata, a teraz, po 5, to już nawet nie chcę myśleć.

    Pogoda do duszy, nie bedzie zdjęć w tunice ;o/

    Będzie nowy szal ;o)

    ReplyDelete
  5. tunika śliczna!
    przeprowadzki nie zazdroszczę - a zwłaszcza tego rozpakowywania kartonów, brrr....

    chylę czoła -przyszła Pani Doktor - i zagrzewam do dopieszczania pracy. na pewno już niewiele brakuje:)

    ReplyDelete
  6. This comment has been removed by a blog administrator.

    ReplyDelete