Showing posts with label random. Show all posts
Showing posts with label random. Show all posts

Saturday, September 11, 2010

Neauveau Fiber Arts


A super talented Ashley from Neauveau Fiber Arts posted a list of her Fellow Fiber Artist Friends and ETSY shops and I'm delighted to be one of them! Go check her website and I'm off to meet with some lovely ladies from Café Create! Ciao!

Tuesday, July 20, 2010

It is her fault...

Well, I know it's Tuesday already but let me tell you about my weekend. I had a visit from a super talented Kate and Ewa. Kate is a fantastic felt artist. She makes the most beautiful felted scarves I have ever seen. Go check her Flickr photostream and her lovely ETSY shop. It is her fault that I started felting flowers and can not stop making them ;)
 
Wiem, że dziś już wtorek, ale co tam. Opowiam wam dziś o tym co działo się w weekend. Otóż, odwiedziły mnie dwie super utalentowane dziewuchy - Kasia i Ewa. Kasia robi cuda z filcu, najpiekniejsze szaliki i szle jakie widziałam, cudne broszki, korale, bamboszki i milion innych rzeczy. Zajrzyjcie na jej Flickr i do jej sklepiku na ETSY. To jej wina, że zaczęłam filcowac kwiatki i się od nich oderwac nie mogę!

Ewa on the other hand is a spinner with great eye for colour and texture. If only she wasn't that busy with her daytime job, she would have been a super successful business woman/ fibre artist. It is her fault that I want a drum carder and a new Louet wheel to spin bulky art yarn ;)

Ewa z kolei, to współczesna prząśniczka ze świetnym okiem do koloru i tekstury. Gdyby tylko "prawdziwa" praca nie zajmowała jej całych dni, byłaby super prosperującą biznesłoman. I to przez nią marzy mi się drum carder i nowy kołowrotek Louet'a, do przędzenia grubych nietypowych włóczek ;)

Przyjechały takie i w głowie namieszały ;P



Both ladies visited me on Saturday and stayed until Sunday evening. We had loads of fun, spinning, felting, carding, brainstorming about the possible addition to Kate's portfolio. We talked about small business opportunities in Ireland, upcoming craft markets, suppliers, families, life and many other subjects. we drank few bottles of wine, stayed up late, got up early, made a mess in my kitchen and are a tasty late lunch cooked by Ewa.

Pojawily się w sobotni wieczór i zostały do późnego niedzielnego popołudnia. Czas minął nam szybko na przędzeniu, filcowaniu, czesaniu wełny, burzy mozgów na temat tego co Kasia mogłaby dołączyć do swojego portfolio. Porozmawiałyśmy o możliwościach założenia biznesu w Irlandii, nadchodzących kiemraszach i targach, najlepszych źródłach materiałów, trochę o rodzinie i życiu i pewnie jeszcze o milionach innych rzeczy, których teraz nie pamiętam. Wypilyśmy kilka butelek wina, siedziałyśmy do późnych godzin i wstałyśmy wcześnie, przewróciłyśmy kuchnię do góry nogami i zjadłyśmy smakowity obiadek przygotowany przez Ewę.

I got a bag full of dyed mohair, alpaca and some other fibres that names escape me now. And a beautiful handmade spindle! Check it out:

Dostałam wór wełny (farbowanego moheru, naturalnej alpaki i jeszcze coś tam, ale nie pamiętam jak się zwało) i piekne wrzecionko zrobione przez Ewę:



And I carded few test batts that will be listed in my shop soon. I just need to take better pictures of them,  which is more difficult than it seems ;/

Wyczesałam kilka roladek, które chcę niebawem wrzucić na próbę do sklepu. Jak się sprzedadzą, będę kombinować z rozszerzeniem asortymentu. Tylko nad zdjęciami muszę popracować ;/ ugh...

New Tour de France yarn will make an appearance here next time! For now, it's back to spinning!

Następnym razem nowa tur-de-fransowa włóczka. No to wracam do kołowrotka!

Saturday, January 9, 2010

A za oknem ...

... zima. I nawet śnieżek leniwie leci z nieba ;o) <3

And on the other side of the window... winter. And even some lazy flakes of snow falling from the sky ;o) <3

Thursday, January 7, 2010

Oh, hello Blog!


Hope everyone had a great Christmas and New Year's celebration. I sure did! It's becoming a tradition in 2knitornot2knit headquarters that we pack up our suitcases and take a air plane to some warm countries. This year we flew to Arrecife in Lanzarote and spend a wonderful week in Puerto del Carmen. Escaping the frozen Ireland, we spent a week in temperature in the mid to high twenties Centigrade. Awww..... lovely... We're not the usual tourist type, that spends all day, every day, at the pool frying in the sun. We like to see all the island has to offer, which means that basically we leave the hotel room soon after breakfast (which we had everyday in the terrace) and not to come back until after dinner, when we usually drink a bottle of wine and collapse on the beds (from exhaustion, of course /wink/). This year however there was no knitting during holidays. Not a single stitch. But worry not, all is back to normal and the needles are on the move again. I am also getting ready to put the spinning wheel in motion as soon as I finish the urgent long overdue project.

Mam nadzieję, że wszystkim udały się nie tylko święta ale i Sylwester. Ja na pewno okres świąteczno-noworocznyzaliczam do udanych ;o)
To już taka mała tradycja, w kwaterze głównej 2knitornot2knit, że w czasie świąt pakujemy walizki i wyjeżdżamy w podróż do ciepłych (choć niekoniecznie) krajów. Podobnie jak rok temu, w tym roku zaniosło na na Kanary. Tydzień w Puerto del Carmen na wyspie Lanzarote był wspaniały!
Uciekaliśmy z Irlandii zaatakowanej przez zimę 50-cio lecia, na wyspę, gdzie temeratura waha się w granicach 25 stopni. Ahh... cudnie. I żeby było jasne, nie jesteśmy typowymi turystami z wysp, którzy spędzają cały urlop prażąc się na leżakach przy hotelowym basenie. Bynajmniej, zdecydowanie wolimy pozwiedzać wszystko co dana okolica ma do zaoferowania. I tak wyruszamy z hotelu tuż po śniadaniu (które każdego dnia jedliśmy na słonecznym tarasie), a wracamy dopiero po kolacji. Zazwyczaj wtedy obalamy butelkę wina i padamy na wyra (z wycieńczenia, ma sie rozumieć /heh/). W tym roku była jednak jedna nowość. Nie przerobiłam ani jednego oczka. Ani jednego. Nic. Zero. Ale nie martwcie się, wszystko wróciło już do normy i druty są ponownie w ruchu. Na dodatek, jak tylko uporam się z zaległymi projektami, mam zamiar puścic kołowrotek w ruch.


Saturday, December 5, 2009

Getting ready for the Sunday's Craft Fair.

It's been a while .... I have a lot of catching up to do with what you've been up to recently. I do not have many new things to show, I went back to work and somehow my days shrunk significantly to only few hours per week.

Anyways, tomorrow is a Craft Fair in Galway and I will be there trying to sell my handmade stuff. I am already disappointed with the lack of advertisement from the organisers. They were very quick to collect money for the table but not so quick to put an advertisement in the (two) local newspapers. I hope someone will show up (apart from the sellers). Well, we'll see tomorrow. I will be happy if I sell enough things to get back my fee money. Wish me luck and if you're local, pop in to say hello (and maybe, just maybe, buy some stuff *wink, wink*).

CRAFT FAIR
SUNDAY 6th DECEMBER
MENLO PARK HOTEL (on Headford Road)
11 a.m. TO 5 p.m.

Taaa... Trochę mnie nie było... Mam masę zaległości w czytaniu waszych blogów, Co wszystkie porabiałyście ostatnimi czasy?
Sama nie mam zbyt wiele do pokazania. Wróciłam do roboty i mój dzień drastycznie się skurczył. Na robótki miałam zaledwie kilka godzin tygodniowo ;o/

Na jutrzejszy dzień zaplanowane mam siedzenie przy stoliku na lokalnym markecie światecznym. I modlę się do włóczkowych bogów, żeby ktoś, oprócz zaspanych i pełnych nadziei na udany dzień crafterów, sie pojawił. Organizatorzy nawalili na całego jeśli chodzi o nagłośnienie imprezy. Do zbierania pieniążków za stoliki byli bardzo szybcy, gorzej z zadbaniem o klientelę. Nie nastawiam się więc na super sprzedaże. Oby tylko zwróciły mi się koszta...


Here's a sneak peak of some new stuff that I will be selling tomorrow. More about them in the coming days.

Żeby nie było, że post bez zdjęć, macie tu na zachętę kilka rzeczy o których więcej napiszę miejmy nadzieję niebawem ;o)




Monday, November 16, 2009

Spread a word


I'll be there with items I have currently for sale at my ETSY shop and few new beautiful handknits.

So make sure you pop in!
Tell your friends, spread a word!
It's an event you don't want to miss!

Thursday, October 1, 2009

Featured all month long!

All October, my blanket will apear on the front page of Ravelry's PATTERNS ! Yay! Thank you Jess and Mary-Heather!

Przez cały Październik mój kocyk będzie pokazywał się na stronie Ravelry ze wzorami! Dziękuję pięknie Jess i Mary-Heather za wyróżnienie!
My hand is healing nicely. The stitches were removed today. Also today was my first day back at work. Still have to sign the contract but looks like I'll be back in the lab for 3 months.

I'm slowly picking up needles again. I am trying to get a table at the Christmas markets in Galway and thus need to stock up a bit. I have cute chunky cowls and some shawls to keep your necks worm. There's also some lovely handspun yarn. But there'll be more!

Ręka ładnie się goi. Dziś pozbyłam się szwu. Dziś też był mój pierwszy dzień spowrotem w laboratorium. Ciągle jeszcze muszę podpisać umowę, ale wygląda na to, że do końca roku mam co robić.

Powoli podnoszę druty i przerabiam proste oczka. Złożyłam podanie o stolik na kiermaszu świątecznym, teraz (nie)cierpliwie czekam na odpowiedź. Jeśli dostanę stolik, to trzeba będzie trochę "towaru" zmagazynować. Mam kilka grubych kołnierzy, kilka szali i ukręconej włóczki. Ale trzeba będzie pomyśleć o jakimś akcencie światecznym. Hmm...

Pięknie dziękuję Laurze i Kocurkowi za przyznanie mi wyróżnień (pięknie się prezentują w kolumnie po prawej), które ja przekazuje wam wszystkim. Bo każdego dnia mnie zaskakujecie, inspirujecie, rozśmieszacie, pocieszacie i dajecie do myślenia!


Last but not least:
The ETSY crafters from the West half of Ireland are welcome to join the first meeting.
The West of Ireland is finally mobilising.

The first group meeting will be held in Galway on the 10th of October (Saturday, between 2 and 4 o'clock in former Living Room, 5 Bridge Street) OR 15th of October (Thursday, between 7 and 9 o'clock in Feanor Crafts shop, 180 Bohemore Road).

You get to chose which day suits you better! And I'll let you know as soon as we agree on one day.

This meeting is mainly for crafters based west of Athlone, but everyone else is welcome too! I always say, the more, the merrier :)
Bring a sample (or few) of your favourite (best selling) items to show off!

Hope to see you all soon!

Jagienka

Friday, September 25, 2009

Niech żyje zręczność!



Ech, co za tydzień... Drogim rodzicom od razu tłumaczę, że poza ciężkim przypadkiem głupoty, nic mi nie dolega :)

W poniedziałek padłam ofiarą przeziębienia. Mój organizm najwyraźniej poczuł że po stresach ostatnich miesięcy musi dać na luz... w związku z czym jakaś zakichana bakteria się przypałętała a ja padłam jak mucha. Dwa dni z wyra nie wyłaziłam. Faszerowałam się pigułkami, mlekiem z czosnkiem i miodem i tym podobnymi przysmakami. A złoty medal na olimpiadzie, w kategorii ilości zużytych chusteczek higienicznych, miałabym w kieszeni :( zapełniłam cały kosz, aż się bałam, że mi kichawa odpadnie i będą mnie przezywać Micheal Jackson. Jeden plus z tego całego chorowania, to masa czasu na dzierganie! W ekspresowym tempie machnęłam zamówionego Swallowtaila.



A dziś, korzystając z pogody, postanowiłam powalczyć w ogródku z chwastami i makabrycznie przerośniętym bluszczem. Taaa... i powiem tylko tyle: to nie był najlepszy pomysł, bo jakimś cudem udało mi się pochlastać lewą rękę co skończyło się założeniem jednego szwu i zastrzykiem p.tężcowym w moją, i tak już obolałą od leżenia w wyrze, szanowną rzyć. Najgorsze jest to, że teraz nie mam jak na drutach robić, bo nie powinnam za bardzo ruszać łapą, żeby się wszystko ładnie zagoiło. Ech, niech żyje zręczność! Zachciało mi się pięknego ogrodu....
Jak to dobrze, że udało mi się skończyć szal!



Sorry, today in Polish only. I hurt my left arm and find it horrible to type using just one hand.

Monday, September 14, 2009

Sierpniowe prezenty



I have A LOT of catching up to do. I neglegted my poor blog badly ;o/ and have not comment a lot on your blogs (although I was trying to read them regularly). I hope that now, with the biggest exam of my life in the past, things will get back to normal. Or at least I hope so ;o)

The catching up has to be started with a big THANK YOU to Sarah and Kocurek, who surprised me in August sending fibery goodies ;o)


Mam masę zaległości do nadrobienia. Zaniedbałam mojego biednego bloga (po raz kolejny) i nawet z komentarzami na waszych blogach bywało kiepsko ;o/ choć starałam się czytać je regularnie. Teraz, kiedy największy egzamin, do jakiego musiałam podejśc w życiu, mam już za sobą, wszystko powinno wrócić do normy. A przynajmniej mam taką nadzieję ;o) Zaczynam więc nadrabianie zaległości od wielkiego DZIĘKUJĘ w stronę Sarah i Kocurka. Obie zaskoczyły mnie w sierpniu przysyłając włóczkowo, czesankowe prezenty ;o)

Tuesday, September 1, 2009

The world turned pink....


Blogging will resume in about 2 weeks. For now though, my world has turn pink....


Blogowanie powróci za jakieś 2 tygodnie. Tymczasem mój świat przybrał różowe barwy...

Thursday, August 6, 2009

Can you say "Moo..." ?

What have we got here?
Co my tu mamy?


Let's unpack it quickly, shall we?
Szybko zajrzyjmy do środka...

Let's have a closer look...
I przyjrzyjmy sie zawartości z bliska...


You are my new best friends ;o)
Jesteście moimi nowymi najlepszymi przyjaciółmi ;o)


Yeah, I have no new knitting to show you today. Still working on the last of the wedding stoles ;o/

Tak właśnie, nie mam nic nowego do pochwalenia się. Ciągle jeszcze męczę weselne szale ;o/

Monday, August 3, 2009

Breaking the silence... / Przerywając ciszę...

I have been doing next to nothing since I handled in my thesis. Slept a lot, watched a lot of movies at home and the latest Harry Potter in the cinema. I decided to do one "major" activity per day. So one day I did shopping, another day I did laundry, re-arranged the furnitures in two bedrooms (that obviously took me 2 days), had a tea with a friend, went to Ola's craft shop... and a week went by. The house is quiet and empty, as my other half is back home in Szczecin for two weeks. I really needed a quiet week to regenerate and re-charge my batteries. The thoughts of my fast approaching viva are slowly creaping into my dreams ;o/ I want to start looking into the latest publications in the field and also flick through the major publications of my examiners. Then there is a presentation to prepare and a whole lot of practising before the D-day. Scarrrryyy....

Przez ostatni tydzień z kawałkiem nie robiłam prawie nic. Zupełnie. Oddawałam się słodkiemu lenistwu. Wyspałam się wreszcie, nadrobiłam zaległości w oglądaniu filmów (w domu i w kinie - wybrałam się na najnowszego Harrego Pottera). Założyłam sobie: jeden dzień, jedna rzecz do zrobienia. I tak jednego dnia poszłam na zakupy, drugiego zrobiłam pranie, trzeciego i czwartego przestawiałam meble w sypialni, piątego wypiłam herbatkę z koleżanką, szóstego poszłam do sklepu Oli... i juz tydzień zleciał. W domu cisza i spokój, bo moja druga połówka poleciała na dwa tygodnie do domu, do Szczecina. Cisza i spokój, które chyba naprawdę były mi potrzebne, żeby sie zregenerować i naładować baterie. Myśli o mojej zblizającej sie obronie powoli wkradaja się w moje sny ;o/ Chce w tym tygodniu, korzystając z ciszy w domu, zacząć znowu czytać publikacje. trzeba sie rozeznać co nowego odkryto i o czym piszą moi egzaminatorzy. Potem trzeba bedzie sie zabrać za prezentacje i dużo, dużo ćwiczyć przed godziną W. Trochę to przerażające ...

There has been quite a lot of knitting going on. I had the computer on most of the days playing audiobooks (which I love) while I was working on the Wedding Stoles:

Na ukojenie nerwów nie ma nic lepszego od robótek. Było ich sporo, oj sporo w tym tygodniu. Przez wiekszość czasu towarzyszyła im książka audio, odtwarzana na komputerze (uwielbiam książki audio). Słuchając Tada Williamsa skończyłam drugi z trzech szali weselnych. Trzeci jest już w połowie zrobiony i mam nadzieje skończyć z nimi raz na zawsze w ciągu najbliższych dwóch dni.


Two of the three ordered are finished and the third one is half done, so hopefully I will finish it within the next 2 days. Then I need to find a good way of blocking them without blocking wires. I finished one long time UFO - Waves of grain shawl:

Znacie może jakiś patent na zblokowanie szali bez specjalnych drutów do blokowania? Chcę, żeby dłuższe krawędzie były ładne i proste, szpliki więc odpadają, bo zawsze naciągają "zęby". Myślę o sznurku, albo żyłce, ale nie wiem czy sie uda...

Przemogłam sie i wreszcie dorobiłam drugą połowe Waves of grain. Nieborak siedział w kącie przez miesiące, czekając cierpliwie aż do niego wrócę. No i się doczekał ;o)


Pattern/ Wzór: Waves of grain by Rosemarry Hill
Yarn/ Włóczka: Scout's Swag superwash sock in Springish - 2 skeins/motki
Needles/ Druty: 3.5mm
Beads/ Koraliki: 8mm green
Dimentions/ Wymary: 16,5x92 inches or 42x232 cm


And made myslef a Shetland Shorty, using Anilux Sonata left overs from the Green Tunic.
Dla siebie machnęłam z resztek Sonaty, Shetland Shorty:

Pattern/ Wzór: Shetland Shorty
Yarn/ Włóczka: Anilux Sonata in green, one skein, approx. 350m
Needles/ Druty: 3.5mm
Size made/ Rozmar wykonany: Small

Marinière (here Brahdelt version) is also on needles. Not much to see yet, I'm only about 20cm into the front, but it's a good brainless project to work on late in the evenings when complicated lace and/or tiny stitches are not recommended.

Na drutach mam też Marinière (tu w wykonaniu Jonki). Niewiele do pokazania, narazie mam jakies 20 cm przodu. Ale przybywa każdego dnia. To taki bezmózgowy projekt, do podziubania późnym wieczorem, kiedy ażurki i drobne oczka nie są wskazane.



Friday, July 24, 2009

A little treat ...



I'm off to Dublin today to see guys from U2 performing on a crazy stage:
Jadę dziś do Dublina na koncert U2.
Chłopaki bedą dawać czadu z kosmicznej sceny:


If it only stopped raining!
Żeby tylko przestało lać!

Tuesday, July 21, 2009

Finally! / Wreszcie!




That is probably the exact word everyone had in mind today, when I FINALLY submitted my thesis! Phew... I feel relief as this was a lot of hard work to get to this stage, but on the ther hand I fear what's ahead of me - the dreadful viva! 52 days and counting!

To slowo chyba dokladnie opisuje to co kazdy mial dzis na mysli, kiedy WRESZCIE zlozylam swoje wypociny, w postaci rozprawki doktorskiej, do irlandzkiego odpowiednika dziekanatu! Ufff... Wreszcie mam to z glowy... Czuje ulge, bo naprawde tyralam jak wol, zeby dożyc tej chwili, ale z drugiej strony odczuwam strach przed tym co mnie czeka - stresujaca obrona! Odliczanie zaczynamy od 52 dni!

Tuesday, June 16, 2009

Best room in the house...

... is definitely the attic room. It's warm, spacious and, most importantly, it is MY KINGDOM. I have my own workshop people. I don't have to pack all my WIPs, when the visitors arrive, into bags that are then squeezed underneath the sofa or behind a coffee table and my spinning wheel is no longer used as a hanger for all sorts of things. I have a shelf for my crafty books, place for my wool, a spinning corner and ... if I get carried away and work till late at night, I have a bed to sleep on (that will most likely be used primarly as a blocking board). ;oD

Najlepszym pokojem w całym domu jest ... zdecydowanie pokój na poddaszu. Nie tylko jest ciepły, przestronny, ale co najważniejsze, jest MOIM królestwem. Na poddaszu mam swój wełniany warsztat. Nie muszę już składać robótek kiedy goście się zjawiają, chować ich do plastikowych toreb, które później upychałam pod sofą albo za stolikiem w salonie. Mój biedny kołowrotek nie stoi już w kącie obwieszony jak choinka pierdółkami, których nie było gdzie schować. Mam półkę na książki, miejsce na włóczkę, kącik do przędzenia i ... jeśli w zapale pracy nie zauważę że już swita za oknem, mam łóżko na którym mogę się zdrzemnąć (choć podejrzewam, że jego głóną funkcją będzie służenie za matę do blokowania). ;o)



As for my latest knitting progress, I have finished a pair of plain socks, but need to weave in the ends and take few decent pictures of. I am spinning again. I have a roving that has been sitting in my stash for over a year. Clotted sky it's called. Here's what it's becoming:


Z frontu robótkowego, to skończyłam parę prostych skarpetek, ale nic więcej o nich dziś nie piszę, bo muszę jeszcze nitki powciągać i pstfyknąć jakieś znośnie zdjęcia. Wróciłam za to do kołowrotka. Miałam na składzie od ponad roku czesankę, nazywa się Clotted Sky i kręci się cudnie:



Monday, June 15, 2009

Knitting in Public in Galway 2009


We've started early, which doesn't happen often in Ireland :o) Nina organized a meeting at the Menlo hotel (which is a perfect place not only because it's 5 minutes from my house, hihi). There were 5 of us: Nina, Lisa, Eve, Mairin and me. Plus two adorable Eve's daughters. We had fantastic two hours, had some coffee, did some knitting (me and Mairin) and crocheting (Nina and Lisa). I took few crappy pictures as you can see. The meeting was not planed as a WWKIP party but as a first (of hopefully many) Galway S'n'B meetings. But could there be a better day to start than WWKIP day?

Zaczęłyśmy wcześnie, co w Irlandii nie często się udaje ;o) Nina zorganizowała spotkanie w hotelu Menlo, który jest idealnym miejscem do spotkań nie tylko dlatego że jest niecałe 5 minut od mojego domu, hihi. Było nas 5: Nina, Lisa, Eve, Mairin i ja. Plus dwie księżniczki Eve. Czas przeleciał nam migiem, świetnie się bawiłyśmy przy kawei, drutach i szydełku. Pstryknęlam kilka beznadziejnych fotek dla dokumentacji. Co prawda nasze sobotnie spotkanie ni było w zamyśle związane z WWKIP a jako inauguracja Stitch'n'Bitch w Galway, ale czyz to nie jest idealny termin żeby zacząć spotkania grupy włóczkoholiczek??


Do you agree with me that we have a young knitter -to-be here ?
No i powiedzcie, czyż nie rośnie nam młoda druciara?